BOŻE NARODZENIE MAM TERAZ CO TRZY MIESIĄCE

jkbmik/ WYWIADY, WYWIADY MUZYCZNE

Robert „Litza” Friedrich – Gitarzysta , autor tekstów , realizator dźwięku i producent. Najbardziej znany z Grup takich jak Acid Drinkers, KNŻ i Luxtorpeda. Oprócz tych zespołów występował również z Turbo i Flapjack. Założył również zespoły 2Tm2,3 oraz dziecięcy zespół Arka Noego. Ze względu na swoje głębokie uduchowienie żartobliwie nazywany Wielebnym. Nie mniej jednak o kwestiach wiary wypowiada się w sposób , który jest obcy wielu „nawiedzonym” w naszym kraju a ja jako skrajny Ateista słucham go z przyjemnością. 

Kuba: Wspólnota neo… kate… chumenalna… 

Robert „Litza” Friedrich: Neokatechumenalna od słowa katechumenat. Wielu ludzi ma problem, żeby wymówić słowo neokatechumenat dlatego, że źródłosłów pochodzi od słowa katechumen. W pierwotnym Kościele byli to ludzie, którzy przygotowywali się do chrztu i to, co przechodzili, to był właśnie katechumenat. Wspólnota, w której ja jestem, to neokatechumenat, czyli NOWA, ale ta nowość polega na tym, że kiedyś ludzie przygotowywali się przed chrztem. Teraz wszyscy jesteśmy ochrzczeni jakby z urzędu, ale nie mamy żadnego wtajemniczenia i wprowadzenia w chrzest i nie wiemy, czym tak naprawdę jest Chrześcijaństwo. Siłą rozpędu jest tradycja itd, ale ci co chcą, mogą jakby cofnąć się trochę niezależnie od tego, czy są ochrzczeni czy nie, zrobić ten katechumenat, zobaczyć czym jest Chrześcijaństwo i czy ja w ogóle w to wchodzę, czy nie.

 

Kuba: U Wojewódzkiego powiedziałeś, że uczysz się wiary. Nauczyłeś się już?

Litza: Wiesz co, myślę, że ta nauka skończy się dopiero parę godzin po śmierci (śmiech).

Sławek Orwat: 1994 rok. Czy to był twój przełom?

Litza: Nie! Media z jakimś oślim uporem powtarzają rzecz, która nie jest prawdą. W 1984 roku poznałem Dobrochnę, fajną dziewczynę i byliśmy najpierw kumplami, przyjaciółmi, potem jakby chodziliśmy ze sobą i byliśmy narzeczonymi. W 1988 roku przyjęliśmy sakrament małżeństwa i ja przed tym świadomie przygotowywałem się do bierzmowania. Wcześniej nie bylem za bardzo w parafii, więc bierzmowany bylem dopiero jako 20-latek i to był początek mojego powrotu do Kościoła. Ja to powtarzam za każdym razem, ale to wraca, a rok 1994 – rok operacji zastawek wręcz przeciwnie u mnie zadziałał.

Miałem wtedy wielki bunt i niezrozumienie tego cierpienia, tych doświadczeń. Nie umiałem tego odczytać w kontekście bycia w Kościele i mojej relacji z Bogiem i wtedy okazało się, że ja nie mam wiary, tylko mam jakąś naturalną religijność, która jest nacechowana jakimś lękiem, że jak nie zrobię pewnego kultu, nie pójdę na mszę, nie pójdę do spowiedzi, nie pójdę do komunii, to Ten, który mnie podobno kocha, będzie mi złorzeczył, albo nie będzie mi sprzyjał. Ale to nie jest Chrześcijaństwo. To jest pogańska religijność naturalna i każdy człowiek ją ma – złożyć Bogu ofiarę, żeby On mi błogosławił. Po tych operacjach stwierdziłem, że tak nie chcę żyć i w ogóle przestałem się modlić, zakazałem w domu się modlić i powiedziałem KONIEC! Z tego letargu i z pustki, która pojawiła się kilka miesięcy po operacji wyprowadził mnie Tomek Budzyński z Armii, który zaprosił mnie na katechezy, Na tych katechezach w parafii w Poznaniu usłyszałem parę słów nadziei i to zachęciło mnie, żeby ruszyć ze wspólnotą, która z tych słuchających ludzi właśnie wtedy się rodziła. 21 lat już jesteśmy razem we wspólnocie i tam uczymy się wiary i dzisiaj wiem jaka jest różnica miedzy wiarą a religią i to jest bardzo ważne dla mnie.

 

Sławek: Naliczyłem aż 8 znanych kapel, w jakich masz lub miałeś udział plus dwie grupy z początków twojego muzykowania. Do Luxtorpedy dorastałeś poprzez Turbo, Acid Drinkers i inne zespoły. Jak kształtowała się twoja muzyczna tożsamość i dlaczego odnalazłeś się akurat w ciężkich brzmieniach?

 

LitzaPoczątek mojej muzyki wiązał się na pewno z ucieczką. Problemy jakie mieliśmy w domu, rodzice, którzy się rozwiedli i różne problemy z alkoholem w domu powodowały, że ja jako młody, dorastający nastolatek jakby nie umiałem sobie poradzić z tą rzeczywistością i uciekałem w muzykę. Grałem sobie i marzyłem. Wystarczyło, że brałem gitarę, grałem na niej i już przenosiłem się w świat, w którym było mi dobrze. Potem rodziły się rożne kapele punkowe jak Sajgon, skąd wzięli mnie metalowcy do trashowej kapeli Los Desperados. Na dwie centrale graliśmy. To była nowość wtedy! Podobało mi się tam, bo oni grali w sumie bardzo podobnie do punkowych zespołów. Potem był Acid Drinkers, potem dopiero było Turbo, a dopiero jak Titus wyszedł z wojska, to Acid Drinkers zaczął funkcjonować jak normalny zespół, a potem… tych zespołów było dużo.

 

Sławek: Creation of Death…

Litza: Flapjack…

Kuba: A propos Creation Of Death… Twoje teksty często mówią o Bogu. Może nie dosłownie, ale przekaz jest jasny, mówią o określonych wartościach. Zastanawiałeś się dlaczego polscy katolicy nie znają niektórych zespołów, w których grałeś?

Litza: Creation of Death tak naprawdę nazywał się Jerusalem, tylko że kiedy nagraliśmy płytę i wysłaliśmy ją do Anglii, to Music For Nations i Tomek Dziubiński – człowiek, który nas prowadził, jakby managerował, stwierdzili, że Jerusalem jest bardzo słabą nazwą dla tak mocnej, metalowej kapeli. Dostałem od nich wtedy płytę analogową, patrzę… a na okładce, gdzie był krzyż jerozolimski i ludzie, którzy wyciągają do niego ręce, jest taki znak radioaktywny, taki jak ten “Buch” [tu Litza wskazuje na mój T-shirt z czaszką autorstwa Krzysztofa Grabowskiego z Dezertera] i napis Creation of Death.

Mówię – kurna, co to jest? Gdzie jest nasza nazwa? On na to – nazwa się nie podobała wytwórni. Nazywacie się Creation Of Death. Ja mówię – jesteście wieśniakami! Tylko dlatego, że Kreator i Death byli na topie, to zrobiliście Creation Of Death? Zmieniliśmy tę nazwę potem na COD, ale byłem wtedy bardzo zły. To było pionierskie granie w Polsce. Śpiewaliśmy Psalm 69 i tak naprawdę to były czasy mojej religijności naturalnej. Bardzo wtedy moralizowałem, jakby wymagałem itd. Muzyk rockowy jest takim stworzonkiem, które zawsze w muzyce wyraża siebie i to, czego chciałby i w tym czasie bylem akurat taki, śpiewałem takie rzeczy i było to pionierskie.

 

Kuba: Dlaczego przestałeś? Co takiego się stało?

Litza: Gdzieś się to rozsypało. Tomek Goesh miał trochę problemów rodzinnych i zdrowotnych i w końcu się to rozpadło.

Kuba: Skąd wzięło się w Kościele takie spojrzenie na muzykę heavy metalową, ze jest ona zła, a nawet satanistyczna? Przecież Luxtorpeda to też są ciężkie riffy…

Litza: To nie muzyka, to nie forma, ale treść. Można by było bardzo dużo na ten temat mówić. Niczego nie chcę usprawiedliwiać, ani nie mam prawa wyrokować jakieś opinie na ten temat. W muzyce zawsze ważna jest treść i intencja. Jeżeli ona wynika z jakichś depresji, braku szacunku do życia, wynika z niechęci lub idzie w stronę śmierci, to jest to muzyka, która nie niesie ze sobą nadziei, życia i tego, co może drugiemu człowiekowi dać wiatru w żagle i powiedzieć mu – życie jest piękne! Natomiast podsumowywanie, ze coś jest satanistyczne, to… kiedyś Dickinson fajnie powiedział, że z satanizmem ma niewiele wspólnego, a jedyne co mógłby podejrzewać, że jest związane z satanizmem, to jego księgowy. Ja myślę, że właśnie finansjera, życie ciała, wyuzdanie…

Graliśmy w tym roku z KNŻ w Liverpoolu i o godzinie 23:00 niezależnie od panującej akurat temperatury na ulice wyszło pełno kuso ubranych nastolatek. Wyglądały trochę jak prostytutki… Byliśmy z żoną bardzo smutni, bo powiedz mi, czy może być coś smutniejszego i gorszego od takiego widoku? Tam dopiero jest zło, ale to zło wynika z głupoty, nieświadomości, braku szacunku do życia i do wartości, bo nie składamy się tylko z białka.i nie jesteśmy tylko materią. Dla mnie ważne jest pytanie – czego ja szukam dzisiaj w życiu? Dobra czy zła, życia czy śmierci? Ewangelia zadaje pytanie – kim Chrystus jest dzisiaj dla ciebie i to jest pytanie do mnie. Ja nie mam prawa oceniać innych.

Cieszę się, że ja nie muszę sądzić, że jest Bóg, który to osądzi i mało tego… On to zrobi sprawiedliwie! Ja mogę to osądzić na podstawie własnych afektów, różnych chwilowych predyspozycji i będzie to zawsze niesprawiedliwy sąd nad drugim człowiekiem, a Bóg jest sprawiedliwy. Ufam, ze to co robimy, ma jakiś wpływ i nie zostaje bez echa na otoczenie. Sumując, nie chcę bronić jakiejkolwiek muzyki, ani nie chcę bronić tego nowoczesnego człowieka, dla którego ważny jest pieniądz i ciało. Ja nie chcę sądzić, bo od tego jest Bóg.

 

Sławek: To co mnie zawsze najbardziej urzekało w twojej twórczości, to zespól 2Tm2,3. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z muzyką stylistycznie różnorodną, a jednoczenie tak mocno osadzoną w Jarocinie. Tam jest reggae, tam jest rock i tam jest heavy metal z tekstami opartymi na Biblii. Była to pierwsza i chyba jedyna do tej pory chrześcijańska kapela na tak wysokim poziomie. Jak zetknęliście się ze sobą?

 

Litza: Po pierwsze to rzeczywiście to co robi 2Tm 23 jest związane z Jarocinem dlatego, że tworzy ten zespól pokolenie, które w Jarocinie się wychowywało i ten eklektyzm 2Tm 2,3 wynika z tego, że jest tam Darek Malejonek, jest Tomek Budzyński, jestem ja i jest przedstawiciel sceny jazzowej Marcin Pospieszalski. Pod koniec lat 90′ było takie przebudzenie w świecie rockowym, gdzie ludzie doświadczyli obecności Boga w swoim życiu i jak się jeden o drugim dowiedział, to stwierdziliśmy… pograjmy razem i było wtedy dla nas – tych którzy mieli to doświadczenie, że Bóg istnieje, szokiem to, że nie można lepiej opisać tej rzeczywistości, tego jak żyjemy i jak to przeżywamy, jak poprzez Psalmy. Przecież Maleo tam sadzi ostro, jak śpiewa “nie każdy, kto mówi Tobie Panie, do Królestwa Bożego się dostanie. Bo byłem głodny, nie daliście mi jeść, byłem spragniony, a nie daliście mi pić. byłem w więzieniu, a nie odwiedziliście mnie”. To są konkrety! Tam nie ma czegoś takiego, że wiesz… ptaszki śpiewają, a Jezus skacze z chmurki na chmurkę, bo to nie o to chodzi, bo Ewangelia bardzo konkretnie mówi o tym, że człowiek może iść jedną drogą – albo do życia, albo do śmierci. My to śpiewamy, bo to jest nasze życie.

Kuba: Wróćmy do muzyki, a właściwie do jej konstrukcji. Chodzi mi konkretnie o tryton, którego używanie w średniowieczu było wręcz zakazane. Interwał ten był tak dysonansowy, że został nazwany diabłem w muzyce. Czy rzeczywiście w tym słynnym trytonie, którym rozpoczyna się “Enter Sandman” kryje się szatan?

Litza: Co!? (śmiech). “Enter Sandman” nie jest oparty.na trytonie. Jak już chcemy rozmawiać o tak poważnych, głębokich rzeczach, to jest Fibonacci. Znasz złotą regułę Fibonacciego?

Kuba: Nie

Litza: Polecam. Włoski matematyk Fibonacci opisał pewien wzór matematyczny, który istnieje w kosmosie, w kalarepie, w brokule, w muzyce. Nazywa się to złota spirala i możesz ją spotkać w największych dziełach muzycznych, plastycznych, w przyrodzie, w proporcjach ciała ludzkiego; Wszystko to, co zbliża się do Fibonacciego, jest dla człowieka bardzo harmonijne. Jak siedzę i sobie gram, to oczywiście każdy riff albo wywołuje, albo nie wywołuje jakąś emocję – negatywną lub pozytywną. Bylem niedawno zaskoczony, bo zrobiliśmy z Luxtorpedą smutny numer pod tytułem “Mambałaga”, a ludzie mówią, że on jest bardzo wesoły. Tam są same mole i melodie bardzo melancholijne, natomiast dla ludzi ważny jest rytm.

 

Sławek: Moim zdaniem jest to najlepszy kawałek na waszej ostatniej płycie.

Litza: Nie jest najlepszy. To jest po prostu jedyna “Mambałaga”. Na płycie.każdy utwór ma swoją tożsamość. Muzyka nie jest sportem, nie oceniamy tego. Dzisiaj “Mambałaga” może ci dać dużo szczęścia, a innego dnia na przykład utwór pod tytułem “Smoła”. Odbiór tych wszystkich rzeczy przez ludzi jest subiektywny. Dla mnie ważne są w muzyce intencje i nieświadomie zawsze można dawać coś ze zła lubi dobra. Wstaję rano, modlimy się z żoną i proszę wtedy, aby to, co dzisiaj zrobię, nikogo nie zraniło, nie zabiło, nie krzywdziło, żeby mu dało trochę szczęścia, trochę miłości, żeby ten człowiek, który będzie tego słuchał, czuł się kochany, doceniony i żeby czul, że jest czegoś wart. A wracając do twojego pytania o szatana w muzyce, to odpowiedź na nie znajdziesz w Piśmie Świętym, gdzie Jezus fajnie powiedział: „Nic, co wchodzi do człowieka z zewnątrz, nie może go splamić, lecz co wychodzi z człowieka, to go plami. Z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, rozpusta, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota. Całe to zło wychodzi na zewnątrz i plami człowieka” (Mk 7,15-23).

Tak zwani ludzie niewierzący mają w sobie wbrew pozorom wiele religijności. Spotkałem bardzo religijnych niewierzących. Faryzeusze głosili, żeby na zewnątrz kubka było czysto i żeby to wszystko jakoś wyglądało, a Jezus mówi – dbajcie o wnętrze kubka, bo zło pochodzi z serca człowieka, a to co wchodzi w ciebie, ty to wydalasz i na tym koniec, natomiast to, co pochodzi z serca, może być albo złe albo dobre. Dużo zależy od intencji tego, co masz w sercu. Zapytałem kiedyś mojego przyjaciela egzorcystę – słuchaj, ci ludzie, którzy cierpią opętanie… z czego to wynika? Okultyzm, magia, muzyka satanistyczna? On mówi, że to jest niewielki procent. Najwięcej ludzi, a szczególnie kobiet. jest opętanych przez lata nieprzebaczenia, lata gniewu, lata sądzenia innych i ja myślę, że to ma ten smród – sądzenie, gniew… i taka osoba może codziennie biegać do kościoła na liturgię, ale od lat mieć nieprzebaczenie w sercu i to jest ten smród, który przyciąga zło.

Sławek: “Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie”. Od tego tekstu zaczęła się Arka Noego. Kiedy tworzyłeś tę piosenkę, prawdopodobnie jeszcze nie wiedziałeś, ze powstanie ten zespól, Z tego co wiem, wyszło wam to dość spontanicznie. Dziś ta pierwsza Arka to już dorośli ludzie, którzy mają już swoje dzieci. Jak Arka Noego wpłynęła na ich życie?

Litza: W ogolę nie wpłynęła. Arka wynikała z naszego życia, a nie Arka wpływała bezpośrednio na nasze życie. W tej wspólnocie, w której jesteśmy, bardzo dużo czasu poświęcamy dzieciom. Na każdej Eucharystii jest dialog z dziećmi – co było czytane, co to konkretnie mówi do twojego życia. Kiedyś tak sobie siedziałem i miałem taką intencję w sercu – szkoda, że tylko nasze dzieciaki, tych kilkanaścioro dzieci we wspólnocie może takie coś przechodzić, szkoda że dzieci żyjące poza wspólnotą nie mogą na ważne tematy usłyszeć czegoś tak prosto, tak konkretnie. I tak pojawił się nie mój pomysł, tylko siostry Marioli z Ziarna, żeby coś takiego robić i nagle zobaczyłem to, co miałem w sercu, nagle zobaczyłem, że Arka przetłumaczona jest na cztery języki i ponad siedem milionów płyt poszło do ludzi!

 

Sławek: Dzięki programowi Ziarno i Arce Noego stałeś się nagle popularny w kręgach, w których do tej pory cię nie odbierano.

Litza: Nie interesuje mnie popularność. Mnie interesuje, żeby moja żona była dzisiaj zadowolona, żeby czuła się kochana, a cała reszta jest przy okazji i tak samo Arka nie wpłynęła na nasze dzieci. Dla nich to była fajna przygoda. Po pierwsze był to pierwszy zespół, w którym one mogły być ze mną cały czas w trasie. Jak wyjeżdżałem z Acidami, z Flapjackiem czy z Kazikiem, to one nie mogły ze mną jechać, a z Arką jesteśmy całą rodziną i zawsze jest fajna zadyma, Do dzisiaj zresztą Arka gra, a dzieci zawsze czekają, kiedy będzie maj, czerwiec i kiedy będą mogły wsiąść do tego autokaru i powiedzieć: jedziemy w Polskę robić zadymę.

Kuba: Czego oczekiwałeś po wydaniu pierwszej płyty Luxtorpedy? 

 

Litza: Oczekiwałem, żebyśmy ją w końcu nagrali i posłuchali jej sobie w domu na słuchawkach jak to brzmi i usłyszeli efekt końcowy. Myśmy nie po za bardzo ją nagrywali, żeby to trafiło gdzieś do ludzi. Ważnych było tych paru przyjaciół i zresztą z początku na koncertach było po 15, 20 osób. My nigdy nie mamy planu biznesowego, tylko po prostu sobie gramy. Kolega Franciszkanin zrobił mi teledysk do “Autystycznego” za 700 zł, bo tyle kosztowała nas benzyna z Poznania do Trójmiasta i ten teledysk ma parę milionów obejrzeń, mi się podoba i to jest fajne.

Sławek: O powstaniu Luxtorpedy dowiedziałem się od mojego kumpla Kreda. Mieszkaliśmy wtedy w Luton i któregoś dnia Kred mówi – Słuchaj, Litza zmontował nowy zespól i my musimy ściągnąć go do Luton! Zrobiłem wtedy program w Radio Diverse FM z Kredem w roli głównej, który o was opowiadał, a pomiędzy naszymi wejściami leciała wasza muzyka z pierwszej płyty i muzyka innych kapel, w jakich w przeszłości grałeś?

Litza: Kred to jest człowiek, który do dzisiaj jest jednym z moderatorów naszego forum. Myślę, że forum Luxtorpedy bardzo dużo nam pomogło jeżeli chodzi o Trójkę, bo to oni wysłali nasz utwór do Trójki i to ich załoga pod sceną na Woodstocku zrobiła zadymę, co zrobiło wrażenie na organizatorach i innych ludziach, że nie wiadomo jaki to zespół i że Litza znowu z czymś wyskoczył i wszyscy się przy tym fajnie bawili.

Sławek: Fenomen Luxtorpedy zobaczyłem na LuxFeście 2013. Takiego entuzjazmu i święta, jakie zgotowali wam ludzie z Forum nigdy jeszcze na żadnym festiwalu nie widziałem.

Litza: LuxFest jest fajny i mimo, że co roku robimy taki festiwal, to wolimy koncerty w klubach. Jak organizujesz taki LuxFest, to się do niego przygotowujesz, chcesz dobrze wypaść i chcesz żeby to fajnie wszystko zagrało, a najlepsze koncerty to są te niespodziewane. Jedziesz do Włocławka i tam masz kolejny, normalny koncert. Jest cudowna atmosfera i jest taki klimat, że my potem mówimy: żeby to było nagrane, to byłoby można pokazywać, że był to najlepszy koncert jaki zagraliśmy. Takie koncerty niespodziewane, nieprzygotowywane, bez takiego ciśnienia… wiesz, że musi wypaść fajnie, żeby to zabrzmiało, żeby wszystko było słyszalne itd. Każdy koncert ma swój dzień i swój czas…

Sławek: Czy pomyl na podwójny wokal – Hansa i twój wyniknął z popularności muzyki nu metalowej?

 

Litza: My nie mamy pomysłów. My tylko tak gramy jak umiemy. Ja nie umiem śpiewać i Hans też nie umie śpiewać. On rapuje, a ja się drę. To nie jest pomysł. To jest jak użycie młotka i piły. Mi się to spodobało, bo kiedy Luxtorpeda powstawała, to pomyślałem… kurde to będzie nie do wytrzymania, jak ja będę darł ten ryj cały czas, wiesz… to jest nieprzyjemne. Przydałby się ktoś, kto to rozluźni i nagle przypadkowo w studiu pojawił się Hans, który akurat nagrywał swoje rzeczy. Zaproponowałem mu jeden utwór. Zrobił to, a ja mówię do mojej żony – fajnie by było, jakby cała Luxtorpeda taka była, że ja się drę a Hans nie dość, że mówi coś z sensem, to jeszcze mówi w taki sposób, że można przy tym trochę odpocząć, że nie ma cały czas takiego ciśnienia i ona mówi – to zaproponuj mu. No co ty, on ma swój zespół, ale w końcu mu zaproponowałem, a on… spoko spróbuję i tak jest z nami do dzisiaj.

Kuba: Koniec KNŻ. Pojawiły się informacje, że brakuje ci czasu.

Litza: Tak

Kuba: Powstaje nowy projekt?

Litza: Nie. Jest tylko 2Tm2,3, Arka i Luxtorpeda. Mam czwórkę wnuków, widzę że jestem dużo za połową życia. Nie wiem, czy wy też macie takie wrażenie, że im dłużej człowiek żyje, tym rok jest krótszy, a to Boże Narodzenie jest dla mnie jakby co trzy miesiące, a nie co dwanaście. Zaczynam szanować dzień i patrzeć tak, że muszę jednak z pewnych rzeczy, nawet tych świetnych po prostu zrezygnować. Muszę robić tak dlatego, ze są priorytety. Chciałbym być więcej w domu, nawet nie tyle z wnukami, ale z żoną. Nie chciałbym potem tego żałować kiedy będę umierał, że nie poświęciłem wystarczająco czasu żonie albo dzieciom – tym, których najbardziej kochałem i właśnie w tym momencie pojawia się to bolesne cięcie

Sławek: Jest coś, o co zawsze chciałem cie zapytać. Rozmawiałem o tym zresztą wielokrotnie z Kredem. Będąc jednym z najbardziej rozpoznawalnych muzyków naszego kraju, kompletnie udało ci się uniknąć celebryctwa…

Litza: Nie, no błagam cie… Po prostu jednemu ze zwykłych ludzi udało się dostać na dużą scenę (śmiech). Nie, no proszę cie, nie ma czegoś takiego.

Sławek: Dlaczego w takim razie zdarzyło mi się jednak spotkać i takich muzyków, którym popularność znacznie mniejsza od twojej jednak zaszkodziła?

Litza: Większość muzyków to są normalni ludzie. Pewnie, że niektórzy próbują robić pewien dystans, bo psychicznie jest w tym dużo emocji, ale generalnie muzycy są to normalni ludzie, nie srają fiołkami i żyją normalnie. Nawet to, co mi się kiedyś wydawało – bo są to subiektywne odczucia – że to są gwiazdy i bałem się do nich podejść, pogadać, potem okazywało się, że to są zupełnie normalni ludzie. Wyobrażenia o drugim człowieku nie zawsze są prawdziwe. Dwa dni temu bylem u Pete’a Cornisha w domu. To jest człowiek, który od lat robi kable, efekty i całą elektronikę Stingowi, McCartney’owi, Queenom czy Black Sabbath. Pojechałem do niego… normalny facet. Malo tego, jak otworzyły się drzwi, to mówi – O Litza! On mnie zna ze zdjęć, bo jak ja gram na jego efektach czy kablach od paru lat, to on ogląda gdzie jestem i na jakiej gram scenie i przez to mnie poznał. To jest niesamowite, że ten człowiek może ci odpisać: “słuchaj Litza, nie mogę ci teraz zrobić kabla. Jak wrócę z trasy sir McCartneya, to ci zrobię” (śmiech). Kazik jest normalny, wszyscy jesteśmy normalni i wszystkich nas spotykają te same doświadczenia, te same pytania o sens życia, o istnienie itd. Oczywiście, że są korporacje, które jednych rozdmuchują bardziej i ludzie robią na nich większą kasę, ale są i tacy, którzy się nie dają, są cały czas w podziemiu i łatwiej im się żyje. Ja bym tam nie świrował z tym za bardzo.

 

Ale jest taki jeden moment, który jest związany ze sceną. To jest moment związany z pieniądzem i o tym mówili mi bracia we wspólnocie. Bo jak z Arką wydaliśmy płytę sami i sprzedało się półtora miliona, to wiesz… ja nagle z dwupokojowego mieszkania na parterze ze wspólnym korytarzem z innymi ludźmi, moglem kupić dom w Puszczykowie, studio wybudować, mieć samochód, który jest nie 20-letni, tylko nowy. Mój status bardzo wtedy się podwyższył i moi bracia ze wspólnoty mówili, że jestem inny i to była prawda mimo, że ja tego wtedy tak nie widziałem. Mówili – po pierwsze myślisz, że masz pieniądze i że przez to wiesz lepiej pewne rzeczy od nas. Wiesz… taki człowiek często robi się pyszny, zarozumiały, ale na szczęście artyści bardzo szybko te pieniądze trwonią i wracają do słusznych wymiarów (śmiech).

Ale rzeczywiście… pieniądze mogą zrobić z człowieka “biedaka”, który myśli, że jest lepszy od drugiego. Teraz mi na pewno to nie grozi. Ledwo mogę zapłacić podatek za zeszły miesiąc. Wracając do twojego pytania, to spotkałem (na szczęście niewielu, ale spotkałem) takich artystów, którzy wytworzyli wyraźne bariery, że ochrona, że nie podejdziesz do mnie teraz itd. Graliśmy ze Slayerem, gdzie Kerry King powiedział mi żebym spadał, albo z Soundgarden, że jak chciałem wyjść, to usłyszałem: “z powrotem do namiotu, bo idzie Soundgarden”. No OK, może to wynika z jakiegoś lęku, wiesz… jeżdżą po świecie, może czegoś się boją. Nie mam pojęcia.

Kuba: Tworząc z Arką cover “Gaz na ulicach”, opowiadałeś dzieciakom, o czym tak naprawdę to jest?

Litza: Oczywiście, że tak

Kuba: Zrozumiały?

 

Litza: Tak, dzieci są bardzo mądre. Dzieci to są mali ludzie. W ogóle cała ta płyta była taka. Czasem potrzebuję wyrwać się z chłopakami tylko i wyłącznie moimi, a wtedy jeszcze jechały chlopaki od Ślimaka bębniarza Acid Drinkers, bo to rodzina jest, I mówię – chłopcy jedziemy na ferie zimowe do Słowacji na baseny i oni tam do mnie mówią – czemu nie nagramy coverów? Ja mówię, że już nagrywaliśmy jakieś covery z Arką, Tak, ale ale one są takie pobożne. Nagrajmy jakieś czadowe covery. Ja mowie – fajny pomysł, ale jakie? No i chłopcy zaczęli propozycje różne dawać, a ja potem pomyślałem, ze jest to fajna okazja, żeby ich zainteresować polską rockową muzyką lat 80′, która miała bardzo dużo treści, która była osadzona w konkretnym czasie i która walczyła o coś konkretnego. To nie było sztuczne, tylko prawdziwe. No i tak zachęciłem ich do sluchania takich rzeczy jak Jarocin 80-te lata i tak pojawiały się kolejne propozycje utworów i wtedy była też okazja, aby o tym pogadać.

 

Kuba: Jak im wyjaśniłeś piosenkę “Spytaj milicjanta”?

Litza: Jeśli chodzi o kontekst tego kawałka, to bardziej rozmawiałem z dzieciakami na temat cynizmu. Tłumaczyłem im, że w Polsce w tamtych czasach nie wolno było pewnych rzeczy pisać wprost i żeby wyrazić swój sprzeciw i bunt przeciwko tej trudnej sytuacji, jaka jest, często używano takich form, jak cynizm, czyli żartobliwie śpiewano odwrotnie, niż chciałoby się zaśpiewać. Kogo – mówię do dzieci – ty pytasz, jeżeli chcesz coś wiedzieć o życiu, kogo pytasz w pierwszej kolejności? Mamę, tatę, oczywiście radzisz się przyjaciół i mówiłem im, że jak wtedy zapytałeś milicjanta, mogłeś dostać pałą i to wszystko i to była cala jego odpowiedź. I to było bardzo fajne, że stosowało się taka formę jak cynizm, aby wyrazić swój bunt. Pamiętacie Pomarańczową Alternatywę we Wrocławiu i Majora Frydrycha i to, co oni robili w czasach komuny? Oni we Wrocławiu robili takie happeningi, że kupowali goździki, które dawali potem milicjantom, albo robili transparenty z hasłami “Niech żyje komuna – cudowny ustrój” i nikt im nie mógł nic zrobić, bo to zgromadzenie było pro.

 

Sławek: Stąd dziś we Wrocławiu na pamiątkę tamtych wydarzeń można spotkać mnóstwo kamiennych skrzatów.

Litza: I to był tez Majora pomysł.

Kuba: Trudno było powrócić do koncertów z Acidami po tylu latach?

Litza: Nie. Fajnie było ich spotkać po latach. Fajny dla mnie szczególnie był czas prób i to, że po latach można było pograć z Popcornem. Super!.

Kuba: Mieliście podczas tej przerwy jakiś kontakt ze sobą?

Litza: Tak, my z Titusem mamy kontakt, a Ślimak jest moim szwagrem,

Sławek: Niedawno robiłem wywiad z Edytą Bartosiewicz, która opowiadała mi tę słynną historię, jak to was spotkała, kiedy robiliście z Acidami płytę Striptease…  

Litza: Hahaha

Sławek: Niesamowite legendy już narosły wokół tego spotkania i podobno trochę się wtedy tam działo zanim nagraliście wspólnie…

Litza: ...”Seek And Destroy”

Sławek: Możesz coś więcej o tym spotkaniu dziś powiedzieć?

Litza: Słuchaj, było cudownie! My chłopcy ze wsi Poznań przyjechaliśmy do wielkiej stolicy i w miejscu, gdzie mieszkaliśmy podczas nagrywania z Acid Drinkers płyty Striptease co chwile ktoś dzwonił i padały jakieś wielkie nazwiska, a przynajmniej dla nas to był wtedy taki wielki świat. Drrrrrrrrrrr Kto tam? Martyna. Taaaa, Jakubowicz? Tak. Potem drrrrrr… Kto tam? Edyta. Bartosiewicz i… rzeczywiście wchodzi. Byliśmy w szoku, że ci ludzie naprawdę istnieją, Cześć, cześć aaa to wy jesteście ci rozrabiacze. No i pamiętam, mieliśmy wtedy ograniczony budżet. W momentach wolnych od pracy piliśmy trunki najtańsze, jakie były dostępne i pamiętam, że u Kasi Kanclerz – ówczesnej managerki wielu kapel, u dziewczyny, która wynajęła nam to mieszkanie blisko Studia Izabelin, były piękne kryształowe karafki i myśmy to Wino Okęcie marki Wino mocno mrozili, następnie wlewaliśmy je do karafek i kulturalnie przy śniadaniu piliśmy z karafki. I przyszła właśnie pani Edyta Bartosiewicz i pamiętam jak dziś – O, co tam macie? A my – och trudno wypowiedzieć słowami, jaki to jest trunek. Mogę spróbować? Oczywiście! Piła z tej karafki, a to było mocno schłodzone wino i gdzieś tam te walory smakowe zostały zabite, Ona mówi – No cudowne, cudowne i czar prysł dopiero wtedy, kiedy Titus dolewał z zamrażalnika kolejne Okęcie do karafki, ale wtedy to już było więcej śmiechu i zabawy…

Sławek: Podobno dużo przy tym śpiewaliście?

Litza: Wiesz co, Edyta robiła niesamowitą atmosferę przy tej płycie. Brała gitarę i właśnie taką Edytę Bartosiewicz najbardziej wspominam, kiedy siada jak przy ognisku. Miała wtedy – pamiętam – taką suknię, grała na gitarze i śpiewała jak Janis Joplin i tak super to śpiewała, że myśmy byli podjarani i co Acid Drinkers robi w takim momencie? Śpiewasz z nami na płycie! Ejjj, jaki utwór? Jak to jaki? “Seek And Destroy” . Było to śmieszne, bo pamiętam, że jak uczyłem się grać na gitarze, to akurat dzielnicowy, który mnie zgarnął i pojechaliśmy razem do domu, pokazywał mi pierwsze akordy E-dur i wiesz… on mi pokazał E-dur obok pół tonu wyżej i takie flamenco się wtedy robiło i myśmy ten “Seek And Destroy” nagrali w taki prostacki sposób flamenco. Zresztą potem byłem przez to na notowaniach gitarzystów flamenco jako propozycja (śmiech).

 

Sławek: Jak trafiłeś na płytę Rejestracji?

Litza: Ja Rejestrację pamiętam z koncertów. Wychowywałem się pod Operą Poznańską bardziej jako pancur. Chodziliśmy na Abadon, Rejestrację, WC i co tam jeszcze było. Pamiętam, że w Sedesie nawet miałem grać na gitarze. Pamiętam też, że Kajtek, który grał wtedy na garach, przyjechał do mnie do domu i w bloku na trzecim piętrze grał na tych garach [w tym momencie Litza zaintonował – przyp red] wszyscy pokutujemy za to, ze żyjemy. Nie dostałem się jednak, bo byłem za cienki. I to była ta muzyka, przy której na koncertach byłem szczęśliwy i między innymi Rejestracja przyjechała i pamiętam jak Gelo [i tu Litza tubalnym głosem do złudzenia przypominającym wokal Gelo zaintonował – przyp. red] Rządy tego kraju dążą do ograniczenia myśli. Takie były jeszcze utwory, które mało kto dziś zna. Wtedy też pierwszy raz usłyszałem Bieliznę Geringa – bardzo fajny zespól z Trójmiasta, potem Bielizna się nazywali, Taniec wielkich goryli – taką płytę mieli. Fajne, fajne, fajne czasy to były.

Kuba: Cena płyt w Polsce podobno zwaliła cię kiedyś z nóg.

Litza: To znaczy nie cena mnie zwaliła. Każda płyta jest dla mnie bezcenna, bo tyle, ile tam serca i czasu i wszystkiego w tą płytę jest włożone, to cena tej pracy, którą w to wkładamy, nigdy tego nie odda. Patrzmy jednak na to realnie, biznesowo. Jeżeli my sprzedajemy płytę za 15 zł., a ona kosztuje 50 zł,, to coś jest nie halo z tym handlem.

Kuba: Co myślisz o ludziach, którzy ściągają muzykę z Internetu?

Litza: To jest sprawa sumienia.

Kuba: I tylko tyle?

Litza: Tak, bo jak ukradniesz mi lusterko od samochodu, to pójdziesz siedzieć, a jak ukradniesz mi muzykę to nie. To znaczy ja w ogóle nigdy się tym nie przejmowałem, bo jak Arka Noego miała piratów, to oni robili dobrą robotę, bo tam gdzie ja nie docierałem, tam docierali piraci z fajnym przekazem, a mi nie jest potrzebne jeszcze więcej pieniędzy. Wystarczy żebym miał ZUS zapłacony i podatki i żebym mógł kupić w Londynie kieckę żonie raz na pięć lat i to już wystarczy. Nie bilansujmy tak życia.

Kuba: Pochodzę z małego miasta i pamiętam, że jak w Polsce sprzedaż płyt malała, a piractwo rosło, to tak naprawdę żaden sklep muzyczny u nas się wtedy nie utrzymał.

Litza: Słuchacz, który słucha tego, co ja tworzę, jest ze mną bardzo blisko i kupuje płytę oryginalną i dlatego my nie boimy się przed premierą wrzucić całą płytę do Internetu, bo wiemy, że nasi słuchacze tego posłuchają, będą się cieszyć tym, że ta płyta wychodzi, a potem tę płytę kupią. Mnie nikt nie okradnie.

KM

Rozmowe prowadziłem razem ze Sławkiem Orwatem

Zdjęcia Marek Jamroz

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o