Ostatni taki koncert! – KNŻ w Londynie 26.04.2015

jkbmik/ KONCERTY, REMINISCENCJE, WYDARZENIA

– Moi drodzy tego wieczoru odbywa się ostatni koncert Kaenżetu – zaczął Kazik – wtedy poczułem jakiś smutek, a jednocześnie wiedziałem, że staję się częścią historii.

– Od strony komercyjnej, takie przypadki jak rozpad i reaktywacja są bardzo nośnymi hasłami jeśli chodzi o frekwencję koncertową – dodał. Trochę to żart był, ale nie do końca!

 

Nie ma litości dla Skurw… ! I poszli! Takie powitanie od razu naładowało bateryjkę, która wywołała błysk w moim oku! Już przy refrenie nie wytrzymując napięcia zrzuciłem kurtkę gdzieś na podłogę skoczyłem na ludzi i niesiony lawiną rąk wkrótce wylądowałem wśród ochroniarzy. Nie pierwszy i nie ostatni, jak się okazało, raz.

Ostani koncert to oczywiście przekrój całego dorobku Kaenżetu. Nie zabrakło „Kalifornii”, „Konsumenta” czy „Las Machinas”. Co chwile można było raczyć się krótkimi opowieściami o życiu zespołu. Jak na przykład przy okazji Kaliforni nasz pan Kaziu spotkał się z Jello Biafra, a wspólne zdjęcie zdobi teraz ściany jego domu. Opowieści było wiele, ale spamiętać ich nie sposób będąc w takim wielkim podnieceniu podczas tego koncertu. Pisać można było wiele. Koncert niesamowity, atmosfera przednia, mówiąc najprościej.

 

Trzy ostatnie koncerty KNŻ na wyspach okazały się przebojem, bijąc frekwencją na głowę inne pop-owe koncerty. Na to wszystko „Łysy wyjechał do Moskwy”, bo były „Plamy na słońcu”, a każdy zastanawiała się, „Czemu ach czemu” przecież „Nie zrobimy wam nic złego”, bo „Polska jest ważna”.

„Jeśli kochasz”, to „Spalaj się”, a „Biały Gibson” zanucił „Balladę o Janku” by zaraz potem oddać hołd „Andrzejowi Gołocie”, gdy ten „Miał świadomość”. Cóż rzec… wszystko, co dobre szybko się kończy, ale wierze w słowa Kazika, że reaktywacje napędzają frekwencje!

Kuba Mikołajczyk

Fotorelacja w obiektywie Marka Jamroza. Więcej na www.stagefocus.co.uk

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o